Kilka miesięcy temu Europejski Trybunał Sprawiedliwości po raz kolejny wytoczył armaty nabite paragrafami.Skierował je przeciwko firmie czyniącej zakusy na alkoholową tradycję. A tradycja to nie byle jaka, bowiem licząca przeszło 300 lat. Otóż jeden z fińskich producentów ochrzcił swoje produkty mianem koniaku.
Podejrzewam, że nie było to efektem niedopatrzenia czy wyrazem hołdu złożonego kunsztowi gorzelników znad rzeki Charente. Stara marketingowa zasada mówi, że nie wystarczy znosić złote jaja, trzeba jeszcze o tym głośno gdakać. A w tradycji alkoholowej koniak zajmuje poczesne miejsce, będąc synonimem jakości i dobrego smaku. Trudno byłoby zatem znaleźć lepszą inspirację.
Jak wielka pokusa kryje się w nazwie „koniak”, najlepiej świadczy fakt, że nie tak dawno podobne praktyki były udziałem Włochów i Hiszpanów. Oni też zapragnęli uszczknąć nieco ze sławy francuskiego alkoholu. I w tym przypadku próba zawłaszczenia tradycji znaczonej wielkimi markami, setkami lat gorzelniczych eksperymentów, niezwykłością niewielkiego skrawka zachodniej Francji, wreszcie – wyjątkowością metod produkcji zakończyła się fiaskiem.I należy się z tego cieszyć. Mimo że mieszkamy w globalnej wiosce, a wszelkie granice stają się coraz bardziej umowne, zawsze wierzyłem, że prawdziwe trunki to coś więcej niż tylko odpowiednio wysoki poziom alkoholu, który można uzyskać pod każdą szerokością geograficzną. Jest w nich zaklęta przede wszystkim magia miejsca naznaczonego wyjątkowością, a także historia tworzących je ludzi.
Zresztą to nie tylko kwestia koniaku. W przypadku kilku innych alkoholi mocnych również istnieją akty prawne ściśle definiujące miejsce i metody produkcji. Dotyczy to choćby szkockiej whisky – uchwalony w 1909 roku The Scotch Whisky Act zabrania produkcji jakiejkolwiek innej whisky na terenie Szkocji, jak również nazwania mianem szkockiej whisky jakiegokolwiek trunku wytwarzanego poza jej granicami. Przezorni Meksykanie także pomyśleli o zagwarantowaniu sobie praw do tequili i ujęli to w ustawie z 1997 roku, chroniąc w ten sposób ów trunek przed komercyjnymi zakusami ze strony obcych producentów.
Warto zauważyć, że wszystkie tego typu akty prawne dotyczą alkoholi mających status narodowych marek. Gdy zapytamy o sztandarowy trunek Szkocji, każdy bez wahania wskaże whisky, z kolei w przypadku Meksyku nikt nie ma wątpliwości, że będzie to tequila. W ten sposób chronione jest coś więcej niż tylko produkt spożywczy. To istotna część spuścizny narodowej, która przecież może przybierać najróżniejsze formy.
I tylko trochę żal, że podobny parasol ochronny nie został rozpięty nad polską wódką. Może wtedy nie przegralibyśmy na europejskiej arenie batalii o składniki używane do jej produkcji. Jednak – jak widać – bliższy naszym sercom lub przynajmniej żołądkom jest oscypek, którego wytwarzanie akurat zostało objęte ochroną prawną. A może po prostu po raz kolejny sprawdza się powiedzenie – cudze chwalicie, swego nie znacie?
autor: Mariusz Golak | 2011-10-28 11:16:08
« powrót